Trzeci listopada 1966 roku - dzień moich urodzin, przypadł na czwartek. Prezydentem USA był wtedy Lyndon B. Johnson, pierwszym sekretarzem Władysław Gomułka, pierwsze miejsca na listach przebojów w USA i Wielkiej Brytanii okupowali Beach Boysi z legendarnym utworem "Good Vibrations". W Polsce nie zajmowali żadnego miejsca, bo wynalazek notowań muzycznych jeszcze do nas nie dotarł. W amerykańskiej telewizji szczyt oglądalności święcił serial Star Trek. My nie mieliśmy telewizora. Ogólnie, mimo że świat jak zwykle był niespokojny - trwała wojna w Wietnamie, to dzień moich urodzin nie obfitował w żadne szczególne wydarzenia. Dopiero dwa tygodnie później, między jedną a drugą zmianą mojej pieluchy rodzice dowiedzieli się, że Miss Świata została piękność z Indii - Reita Faria, pierwsza mieszkanka Azji w historii tej imprezy. Znanych ludzi urodzonych tego dnia wraz ze mną też nie ma, chociaż gwoli ścisłości i okoliczności wspomnę o Johnie Barry'm - słynnym kompozytorze muzyki filmowej - ten wszakże objawił się światu dokładnie 33 lata wcześniej i w 1966 roku cieszył już oczy statuetką Oscara za muzykę i piosenkę do filmu "Elza z afrykańskiego buszu". W ciągu 658 pełni Księżyca licząc od dnia narodzin do dzisiaj zdążyłem być: aktorem, radiowcem, instruktorem teatralnym, redaktorem i dziennikarzem prasowym, prezenterem telewizyjnym, fotografem, nauczycielem, przedsiębiorcą, a nawet prezesem spółdzielni. I to pomimo faktu, że podobno w ciągu ponad 19 tysięcy dni od narodzin udało mi się przespać równowartość 17 lat.

This email address is being protected from spambots. You need JavaScript enabled to view it.